30 gru 2016

Nie rozdarty, nie wystrzępiony

„Każdy człowiek nosi w sobie
całkowitą postać ludzkiego stanu.”
Michel de Montaigne, Próby, III, O żalu

Możecie uznać to, co napisałem,
za napisane jutro, dodacie tylko
czas cierpienia w lewej nodze
i odejmiecie godzinę ulgi. Znacie
ocalonego i scalonego ponownie.

Co wam już opowiedziałem
dotrze do mnie, raz jeszcze
przedstawię postać nowszą,
droższą, trochę uproszczoną;
kiedy wymienię cokolwiek.

Tu jestem oczywiście najbliżej,
słowem dotykacie żywego,
wzdłuż włóknistych stanów
podążacie do cienistych połaci,
na których figlują moje myśli.

Usłyszycie równy rytm serca
przykładając ucho do ściany,
co przed wami stoi, zaklęcie
wystarczy, aby sprawdzić
z czyjego powstałem popiołu.

Skoro nie wyparłem się bólu
nawet w objęciach cyprysów,
w osierdziu na chwilę znikam
i stamtąd opowiadam wam
o odmienności cnych losów.

Bez żalu pożegnałem chwilę
podobną do kropli deszczu,
obmyła a jej znikomy ślad
nie ukrywa i nie odsłania
niczego, co będzie później.

_____________________________
Ilustracja: bacon_francis_three_studies_of_lucien_freud
Warszawa, 30 grudnia 2016

13 gru 2016

patrzcie: na klombie Bomba

w płóciennej torbie
w różowych astrach

stoicie zapatrzeni w centrum
tyka serce miasta

skrywa agonię
pośród miejskich pokus
fokus zbliża peryferie do ostateczności

mademoiselles w zielonych kapeluszach
gentelmen w prążkowych garniturach
matrony pariasi prałaci pejsaci
biali czarni kolorowi synowie Allaha
naturalnie odchodzili w łagodnych porankach
przy chórach niedzielnych
w wieku podeszłym

na skrzyżowaniach
astma uczulenie na insekty zaćmy
wykręcony w reumatycznym stawie palec — strach
na przyciętej trawie

pierwszemu napotkanemu dziecku przy klombie
nałóżcie koronę niewiniątka

posiedliście żelazo i kamień
nie zgubcie skrzydeł ochronnych

__________________________________
Ilustracja: maurice_denis_procession_under_the_trees
Iwy, 17-19 sierpnia 2012

10 gru 2016

Przed poematem –

Po wielekroć jestem.

Na liście obecności podpisany, parafą, uwiarygodnioną kreską, potwierdzony literą,

na skrzyżowaniu w nieczystym mieście osamotnieniem w stroboskopowym świetle,

pochwycony na fotografii nie oddycham, niknę bo staję się opatrzonym obrazem,

elektrokardiograficznym zapisem na czułych papierach w kopcu nazwanym historią,

pomnożony notatkami w szufladach, na półkach, pożółkły albo zszarzały – nie wiem gdzie,

kolumną wypłaconych sum i sumą wydanych pieniędzy na życie i sen, chleb, wódkę i wodę,

w cieniu pod listowiem opierająca się słońcu i deszczowi skóra obleka mnie całego i istnieje,

istnieję jako całość wyodrębniona, skórę ujawnia jasność, wnętrze zastrzegł Bóg.

Rzeczywiście jestem
materią,
określa mnie mięsień, ścięgno, kość,
dorzecza aorty, pociemniała krew wracająca z kończyn,
nierozerwalne związki gruczołów,
szmery tajnych służb,
trawienie i jego szpetota,
nieugaszone pragnienie, niedostrzegalne tęsknienie,
podniety opanowujące myśli
i czyny,

jestem nieopanowanym żywiołem, strącam kasztany,
nieproszony wstępuję na cudzą łąkę,
wrzucam do morza swój pierścień,

jeszcze, jeszcze
tropię
kozice na zboczach, obłoki okręcane wiatrem,
przemieniam moszcz w wino,
odnawiam dom,
piszę wiersz, biografie ożywiają umarłych
w nierealnym kraju,

zamyślam poemat, który zwiąże
dotykalne ze światem urojonym.

Palcami chwytam końce Apokalipsy.
Kaktus rani.

Jestem jeszcze, skoro boli.

_____________________________
Ilustracja: źródło Internet
Warszawa, 10 grudnia 2016