29 sty 2017

Lista obecności

Kiedy kropla deszczu z twarzy spływa
a myśl nie skarży wieczności ani drwi – jesteś.

Gdy do lotu wiatrem podszyte skrzydła
klekocą drewnem i pozostaje tęsknota – jesteś.

Ile razy zaparłby się w boju żołnierz,
i ile przestrzelił drzew, i stał we krwi – jesteś.

Jeśli pies warczy na już nieobecnych,
gdy cienie upadłych wydłuża księżyc – jesteś.

Gdzie rozpostarł się piołunowy step
rozleglejszy od wciąż nieznanego nieba – jesteś.

Pod schnącą bielizną w uliczkach Neapolu,
w woni przypraw na słońcu w Dżajpurze – jesteś.

Na alpejskiej wyniosłości i w wąwozie
pomiędzy zachwytem i zwątpieniem – jesteś.

Gdy nikogo nie było by zaświadczył,
że byłeś i nikt nie sprawi, że będziesz – jesteś.

__________________________
Ilustracja: Banks of Bercy • Marc Chagall
Warszawa, 29 stycznia 2017

24 sty 2017

Uważanie

Kogo wybrać? Jeden rozchylony
płaski brzuch obnosi, drugi błyszczy
ornatem na obłych ramionach?
Jedna gałąź w słońcu zbliża liść do cienia,
druga w promień wpleciona cała drży z gorąca.

A mnie w połowie od pnia oddartego
widać, jak zmagam się z pragnieniem.
Zabliźnione pożegnałem miejsca,
od wyjałowionej ziemi oddalam a zbliżam
do życiodajnych wód jeszcze niepoznanych.

Codziennie lampart poszukuje ofiary,
mysz przeczekuje w labiryncie,
lecz kto lękliwy wejdzie na szczyt Matterhornu
będzie okrzyczany – bohaterem albo głupkiem
w odwagę odzianym albo całkiem nagim.

__________________________
Ilustracja: Foto autora
Warszawa, 24 stycznia 2017

15 sty 2017

Kulig w Dolinie Chochołowskiej

W styczniową mroźną noc Bartek
gniady ciągnie sanie, trzeszczą w drewnie trzewia,
ręka kolebie pochodnią, chybotliwy płomień
liże twarz wynurzoną z głębin,
z pragnienia aby utrwalić chwilę, światło
sunące w białej koleinie
za płozą, za końskim ogonem, za mną.

Widzę księżycowe srebro na tatrzańskich wierchach
pobladłe od zdalnych tajemnic, od skalnych wód,
żlebów teraz nieistotnych, w nierealność zaklęte
teatrum
a z przodu bezwstydnie jedna gwiazda, po zachodzie,
w przerwie mrocznych drzew płonie, przeraźliwie jasna
Wenus, gonię, gonię –

W zwierzęcym pośpiechu, w nieprzejednanej ciszy,
mimo janczarów zapadających w osierdziu dźwiękiem
niezauważalnym, szemrze potok pod śniegiem,
biegiem, biegiem,
coraz dalej, coraz wyżej unoszą z mej woli
pobielałe na ramionach świerki
w chochołowskim lesie.

Jeszcze przed nawrotem w pół nieskończonej drogi,
polana luną wyodrębniona pod srebrzystą górą
potrąca strunę, wyskocz, zbiegnij,
bądź jak mój kochanek księżyc,
ten nie odmawia a światłem swoim wtapia
w chłód, zimne podniebienie,
gdy szuka go język.

Lecz nie, dam się ponieść biegowi,
powraca już do pierwotnej stacji,
z parującym koniem mgłą białą owianym, z cieniem
czarnej kropli nocy i blaskiem odbitych słońc
nastawiam pamięć z drogi
a w zamkniętych oczach skrywam
świt, który we mnie się rodzi.

__________________________
Ilustracja: Foto autora
Warszawa, 15 stycznia 2017

3 sty 2017

Mróz

Nie jest ziemskiego pochodzenia,
na powitanie czegoś ludzkiego
kosmos zbliża otwartą źrenicę.

W niej dłonie poszukują iskry,
stopy odczuwają cienkość lodu,
mrowią w przejrzystym obłoku.

Im zimniej, do początku bliżej,
bez proroków, bez ciepłej matki
limfa zastyga w kształt pierwotny.

Śnieg, kiedy pada, przenika postać,
skrywa ślady wahania, mroczne sny,
w których poczyna się wiek klęski.

Zastygłe oczy oglądają wieczność,
wystarczy czasu na odgadnięcie
najkrótszej drogi na zielone łąki.

__________________________
Ilustracja: Maurice Denis
Warszawa, 3 stycznia 2017

2 sty 2017

Zwyczajność

Powinno być inaczej – świetliściej,
jakoś piękniej, ale
nostradamusem zakląłem o poranku
od chmur ciężkim,
bo niewyżyty wiatr w okno wpadł,
sielankę postrzępił.

Wystygła kawa zimnym potokiem
zablokowała przełyk,
dreszcz podobny do trzęsienia ziemi
przypomniał o końcu,
w Europie nadal cumują przepełnione
czarczafami okręty.

Powinno być inaczej – śnieżniej,
jakoś czyściej, ale
kot ubłocił łapy i oznaczył przestrzeń
niedozwoloną nam
tęskniącym za zimą a my wystraszeni
stanęliśmy na niczym.

Jeszcze można powalczyć o czajnik
on zazwyczaj mruczy
pieśń o herbacianych polach Batumi,
skąd jednak wziąć
zielone listki w styczniu i ogrom wód
na gorący sztorm.

__________________________
Ilustracja: Witold Pruszkowski,, Sielanka
Warszawa, 2 stycznia 2017