Opowiadana dziś z wyłączeniem luk
w pamięci i dni świadomie zatartych.
Skrywana w sercu jak uważają poeci
a jednak zazwyczaj strzeże jej mózg.
I przepowiednie, głównie w zabawie
są światłem oddanym do żonglowania.
Jak przyszłość bez uchwytnego ciała
w chwili tej przestaje być niespełniona.
Więc cóż, nie warto po prostu konać,
gdy nie mają sensu wymyślone troski.
Bądźmy bardziej radośni i pijąc wino
wspominajmy, że było, a winnice są.
__________________________
Ilustracja: Max Barascudts - Na zdrowie
Warszawa, 10 lutego 2017
10 lut 2017
9 lut 2017
Dora Maar niezastąpiona
Dedykuję Elżbiecie Musiał,
autorce poematu To jedno
Rękawiczki w czerwone róże i krwawą
kroplę zauważyłaś, bo on zauważył
pierwszy podniósł do oczu.
Teraz jest znacznie łatwiej cierpieć
za sztukę w ciele kobiety
niż mógłby ujawnić to samiec.
Jak to jest pokroić czyjeś życie,
odseparować nieobecne jądro i wyłożyć
na pierwszym planie? Czy warto
obnażać nieskromne
spomiędzy ud wyjmować pędzel,
żeby do ust włożyć słowo.
Zauważ, krwią nie namalujesz róż,
jedynie jesień zwiędłą
na brąz. Gaśnie kolor
zabrany nieobecnym istotom
świat jest zużyty
i kto na obrazie poczuje woń.
Bez zapachu nie ma kobiety
ani mężczyzny, choćby codziennie zabijał ją
i unieśmiertelniał.
Zadurzona w Dorze pisarka
przestaje być tajemnicą, wiemy o tym pospołu
ty współczesna i ja współczesny.
__________________________
Ilustracja: Picasso – Dora Maar z kotem i Dora Maar
Warszawa, 9 lutego 2017
autorce poematu To jedno
Rękawiczki w czerwone róże i krwawą
kroplę zauważyłaś, bo on zauważył
pierwszy podniósł do oczu.
Teraz jest znacznie łatwiej cierpieć
za sztukę w ciele kobiety
niż mógłby ujawnić to samiec.
Jak to jest pokroić czyjeś życie,
odseparować nieobecne jądro i wyłożyć
na pierwszym planie? Czy warto
obnażać nieskromne
spomiędzy ud wyjmować pędzel,
żeby do ust włożyć słowo.
Zauważ, krwią nie namalujesz róż,
jedynie jesień zwiędłą
na brąz. Gaśnie kolor
zabrany nieobecnym istotom
świat jest zużyty
i kto na obrazie poczuje woń.
Bez zapachu nie ma kobiety
ani mężczyzny, choćby codziennie zabijał ją
i unieśmiertelniał.
Zadurzona w Dorze pisarka
przestaje być tajemnicą, wiemy o tym pospołu
ty współczesna i ja współczesny.
__________________________
Ilustracja: Picasso – Dora Maar z kotem i Dora Maar
Warszawa, 9 lutego 2017
24 sty 2017
Uważanie
Kogo wybrać? Jeden rozchylony
płaski brzuch obnosi, drugi błyszczy
ornatem na obłych ramionach?
Jedna gałąź w słońcu zbliża liść do cienia,
druga w promień wpleciona cała drży z gorąca.
A mnie w połowie od pnia oddartego
widać, jak zmagam się z pragnieniem.
Zabliźnione pożegnałem miejsca,
od wyjałowionej ziemi oddalam a zbliżam
do życiodajnych wód jeszcze niepoznanych.
Codziennie lampart poszukuje ofiary,
mysz przeczekuje w labiryncie,
lecz kto lękliwy wejdzie na szczyt Matterhornu
będzie okrzyczany – bohaterem albo głupkiem
w odwagę odzianym albo całkiem nagim.
__________________________
Ilustracja: Foto autora
Warszawa, 24 stycznia 2017
płaski brzuch obnosi, drugi błyszczy
ornatem na obłych ramionach?
Jedna gałąź w słońcu zbliża liść do cienia,
druga w promień wpleciona cała drży z gorąca.
A mnie w połowie od pnia oddartego
widać, jak zmagam się z pragnieniem.
Zabliźnione pożegnałem miejsca,
od wyjałowionej ziemi oddalam a zbliżam
do życiodajnych wód jeszcze niepoznanych.
Codziennie lampart poszukuje ofiary,
mysz przeczekuje w labiryncie,
lecz kto lękliwy wejdzie na szczyt Matterhornu
będzie okrzyczany – bohaterem albo głupkiem
w odwagę odzianym albo całkiem nagim.
__________________________
Ilustracja: Foto autora
Warszawa, 24 stycznia 2017
13 gru 2016
patrzcie: na klombie Bomba
w płóciennej torbie
w różowych astrach
stoicie zapatrzeni w centrum
tyka serce miasta
skrywa agonię
pośród miejskich pokus
fokus zbliża peryferie do ostateczności
mademoiselles w zielonych kapeluszach
gentelmen w prążkowych garniturach
matrony pariasi prałaci pejsaci
biali czarni kolorowi synowie Allaha
naturalnie odchodzili w łagodnych porankach
przy chórach niedzielnych
w wieku podeszłym
na skrzyżowaniach
astma uczulenie na insekty zaćmy
wykręcony w reumatycznym stawie palec — strach
na przyciętej trawie
pierwszemu napotkanemu dziecku przy klombie
nałóżcie koronę niewiniątka
posiedliście żelazo i kamień
nie zgubcie skrzydeł ochronnych
__________________________________
Ilustracja: maurice_denis_procession_under_the_trees
Iwy, 17-19 sierpnia 2012
w różowych astrach
stoicie zapatrzeni w centrum
tyka serce miasta
skrywa agonię
pośród miejskich pokus
fokus zbliża peryferie do ostateczności
mademoiselles w zielonych kapeluszach
gentelmen w prążkowych garniturach
matrony pariasi prałaci pejsaci
biali czarni kolorowi synowie Allaha
naturalnie odchodzili w łagodnych porankach
przy chórach niedzielnych
w wieku podeszłym
na skrzyżowaniach
astma uczulenie na insekty zaćmy
wykręcony w reumatycznym stawie palec — strach
na przyciętej trawie
pierwszemu napotkanemu dziecku przy klombie
nałóżcie koronę niewiniątka
posiedliście żelazo i kamień
nie zgubcie skrzydeł ochronnych
__________________________________
Ilustracja: maurice_denis_procession_under_the_trees
Iwy, 17-19 sierpnia 2012
16 lis 2016
Wisła jak ocean
Nieposkromiona rzeka
wśród nieposkromionych.
Nikomu niepoddana,
zasobna
w dorzecza.
Wielka nami,
którzy jesteśmy najbliżsi jej przeznaczeniu.
Ta, która wciąż zabiera
ale nie opuszcza.
Niezmiennie
łączy brzegi
przeciwległe.
Obcych wypiera
gdyż my tylko z nią od początku do końca.
Rzeki tej przekroczyć
ani obejść niepodobna.
Wpisana w świadectwo
naszej wspólnoty
tętnica
Nad nią bezczasowa mewa
krzykiem woła pamięć jak błękitny ocean.
_________________________
Ilustracja: Foto autora
Warszawa, 16 listopada 2016
wśród nieposkromionych.
Nikomu niepoddana,
zasobna
w dorzecza.
Wielka nami,
którzy jesteśmy najbliżsi jej przeznaczeniu.
Ta, która wciąż zabiera
ale nie opuszcza.
Niezmiennie
łączy brzegi
przeciwległe.
Obcych wypiera
gdyż my tylko z nią od początku do końca.
Rzeki tej przekroczyć
ani obejść niepodobna.
Wpisana w świadectwo
naszej wspólnoty
tętnica
Nad nią bezczasowa mewa
krzykiem woła pamięć jak błękitny ocean.
_________________________
Ilustracja: Foto autora
Warszawa, 16 listopada 2016
7 lis 2016
Na deszcz
Ściszony listopad
w pachwinę wgłębił ostrze.
Obrócił klucz – tkwi w poprzek.
Nadgarstki zwichnął
dotkliwy promień.
Stóp dotknął pierwszy mróz.
Już na krzyżu skropliła się boleść,
rozlała w ciemnym dole,
falą nadciągnęło przeczucie
od zoranych pól,
wilgoć znad powiek –
w ciele płomień.
_________________________
Ilustracja: Foto autora
Iwy, 7 listopada 2016
w pachwinę wgłębił ostrze.
Obrócił klucz – tkwi w poprzek.
Nadgarstki zwichnął
dotkliwy promień.
Stóp dotknął pierwszy mróz.
Już na krzyżu skropliła się boleść,
rozlała w ciemnym dole,
falą nadciągnęło przeczucie
od zoranych pól,
wilgoć znad powiek –
w ciele płomień.
_________________________
Ilustracja: Foto autora
Iwy, 7 listopada 2016
2 maj 2016
Aż dostrzec dół
Napisany nie z błahego powodu –
z impulsu.
Wygłębia się z przodu,
dokąd już nóg prawie nie wystarcza.
Zapadlisko w pociemniałej prawdzie
czarnymi skrzydłami zasłania
krzemowe ziarna schodów.
A szepty wokół przysypują ścieżki
do wszędy pozostają nietknięte.
Obumiera w kwitnieniu biała pamięć
– obłok co z ust się unosi
i zawisa jak kiść ostatnia.
I patrzycie w sam środek,
bo nie was zaprasza.
Możecie teraz lżejszym krokiem
wyjść poza świadomość
tego skazańca obok.
_____________________________
Ilustracja: Abstract_P_Picasso
Iwy, 1 maja 2016
z impulsu.
Wygłębia się z przodu,
dokąd już nóg prawie nie wystarcza.
Zapadlisko w pociemniałej prawdzie
czarnymi skrzydłami zasłania
krzemowe ziarna schodów.
A szepty wokół przysypują ścieżki
do wszędy pozostają nietknięte.
Obumiera w kwitnieniu biała pamięć
– obłok co z ust się unosi
i zawisa jak kiść ostatnia.
I patrzycie w sam środek,
bo nie was zaprasza.
Możecie teraz lżejszym krokiem
wyjść poza świadomość
tego skazańca obok.
_____________________________
Ilustracja: Abstract_P_Picasso
Iwy, 1 maja 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)





