21 lip 2022

Od tylu lat


 

Idę,

a myśli wciąż tak samo młode

klują się i wzrastają. Świtają pod czołem.

 

Nie zgina mnie obowiązek zaległego czynszu,

poza przyjaciół umniejszoną sforą,

co była, co była…

 

Drozdy i kosy nieodmienne od pokoleń

i kołatanie najnowszego serca:

Quasimoda fenomen.

 

Nie mogę się wyrzec nadmiarowej łaski,

w cieniu lipy znajduję ślad soczystej kropli,

ani jednej zbytecznej na mej dłoni kreski.

 

Może złocista Laphroaig z Islay nieco wyzwala z kolebki,

jakąś nutą morską, bym podążając przez jądro ciemności

dotarł instynktownie do Conrada ścieżki?

 

Widzę, że nieustannie czas nie odpływa.

Za mną już kontynent, ale na swej barce

płonę i wciąż płonę niezmienionym blaskiem.

 

________________________

Ilustracja: Joseph Conrad okiem Catherine Anyango na kartach jej ilustracyjnej interpretacji Jądra ciemności

Iwy, 21 lipca 2022

17 sie 2021

Do woli

Niech mali żyją w granicach;

wielkość nie zna granic.[1]

 


Kto na rożen wbity obraca się powoli

‒ to słońca widzi, to nieme księżyce.

I godziny szczęścia liczy aż do zmierzchu,

i lęka się szelestu jaszczurki przed świtem.

 

A kto z pala spogląda naokoło świata,

rad by winnicom powierzyć swe moce.

Z wiatrem odleciałby wirującym biczem,

z nieba by spadał życiodajnym deszczem.

 

Z różnych pozycji patrząc na te same sprawy,

dostrzegam pył niebieski i ziemskie fortece.

Nic nie ustając donikąd się kręci,

czasem się tylko dla zabawy zmęczy.

 

__________________________

Ilustracja: Pieter Bruegel Starszy, Wieża Babel, 1563

Iwy, 17 sierpnia 2021



[1] Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Koniec Epopei, t. II, s. 420, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1976



 

1 sie 2021

77. Godzina „W”

ulice moich dróg są wszystkie w górę ‒ strome,
i cienka struga krwi jak lont się spala ‒ do mnie[1]

 


Dziś nocą błysnął srebrny sierp księżyca;

zanim uderzą w dzwon zdążę wiersz napisać,

ja, syn Mokotowa.

 

W czeluści bramy zobaczyłem Niemca;

stamtąd szła nienawiść. Porwali się prawi

o wolność bić Warszawy.

 

Podnieśli barykady, ogień szedł od Błyskawic

i terkotały serca walecznych chłopców

a cisza była na brzegu prawym.

 

Wróg znalazł cel; Baczyńskiego zabił ‒

wyleciały w chmurę nienapisane wiersze. Szepcą je

sanitariuszek spopielałe usta.

 

Nie wolno zabijać poetów; dopiero umilkną, gdy miasto

rozpadnie się w zgliszcza. Z gruzów trzeba czytać,

jaka wielka była na prawym brzegu cisza.

 

Na Krakowskim Przedmieściu literat

słucha lamentu Woli. Pisze o nadziei

powracającej z kanałów.

 

__________________________

Napisał Grzegorz Trochimczuk

Ilustracja: Powstanie Warszawskie, powstańcza czujka w ruinach kościoła św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu / Źródło: Wikimedia Commons / By Eugeniusz Haneman, public domain

Iwy, 1 sierpnia 2021

 



[1] Krzysztof Kamil Baczyński, Poległym, 6.01.1944