Kogo wybrać? Jeden rozchylony
płaski brzuch obnosi, drugi błyszczy
ornatem na obłych ramionach?
Jedna gałąź w słońcu zbliża liść do cienia,
druga w promień wpleciona cała drży z gorąca.
A mnie w połowie od pnia oddartego
widać, jak zmagam się z pragnieniem.
Zabliźnione pożegnałem miejsca,
od wyjałowionej ziemi oddalam a zbliżam
do życiodajnych wód jeszcze niepoznanych.
Codziennie lampart poszukuje ofiary,
mysz przeczekuje w labiryncie,
lecz kto lękliwy wejdzie na szczyt Matterhornu
będzie okrzyczany – bohaterem albo głupkiem
w odwagę odzianym albo całkiem nagim.
__________________________
Ilustracja: Foto autora
Warszawa, 24 stycznia 2017
24 sty 2017
13 gru 2016
patrzcie: na klombie Bomba
w płóciennej torbie
w różowych astrach
stoicie zapatrzeni w centrum
tyka serce miasta
skrywa agonię
pośród miejskich pokus
fokus zbliża peryferie do ostateczności
mademoiselles w zielonych kapeluszach
gentelmen w prążkowych garniturach
matrony pariasi prałaci pejsaci
biali czarni kolorowi synowie Allaha
naturalnie odchodzili w łagodnych porankach
przy chórach niedzielnych
w wieku podeszłym
na skrzyżowaniach
astma uczulenie na insekty zaćmy
wykręcony w reumatycznym stawie palec — strach
na przyciętej trawie
pierwszemu napotkanemu dziecku przy klombie
nałóżcie koronę niewiniątka
posiedliście żelazo i kamień
nie zgubcie skrzydeł ochronnych
__________________________________
Ilustracja: maurice_denis_procession_under_the_trees
Iwy, 17-19 sierpnia 2012
w różowych astrach
stoicie zapatrzeni w centrum
tyka serce miasta
skrywa agonię
pośród miejskich pokus
fokus zbliża peryferie do ostateczności
mademoiselles w zielonych kapeluszach
gentelmen w prążkowych garniturach
matrony pariasi prałaci pejsaci
biali czarni kolorowi synowie Allaha
naturalnie odchodzili w łagodnych porankach
przy chórach niedzielnych
w wieku podeszłym
na skrzyżowaniach
astma uczulenie na insekty zaćmy
wykręcony w reumatycznym stawie palec — strach
na przyciętej trawie
pierwszemu napotkanemu dziecku przy klombie
nałóżcie koronę niewiniątka
posiedliście żelazo i kamień
nie zgubcie skrzydeł ochronnych
__________________________________
Ilustracja: maurice_denis_procession_under_the_trees
Iwy, 17-19 sierpnia 2012
16 lis 2016
Wisła jak ocean
Nieposkromiona rzeka
wśród nieposkromionych.
Nikomu niepoddana,
zasobna
w dorzecza.
Wielka nami,
którzy jesteśmy najbliżsi jej przeznaczeniu.
Ta, która wciąż zabiera
ale nie opuszcza.
Niezmiennie
łączy brzegi
przeciwległe.
Obcych wypiera
gdyż my tylko z nią od początku do końca.
Rzeki tej przekroczyć
ani obejść niepodobna.
Wpisana w świadectwo
naszej wspólnoty
tętnica
Nad nią bezczasowa mewa
krzykiem woła pamięć jak błękitny ocean.
_________________________
Ilustracja: Foto autora
Warszawa, 16 listopada 2016
wśród nieposkromionych.
Nikomu niepoddana,
zasobna
w dorzecza.
Wielka nami,
którzy jesteśmy najbliżsi jej przeznaczeniu.
Ta, która wciąż zabiera
ale nie opuszcza.
Niezmiennie
łączy brzegi
przeciwległe.
Obcych wypiera
gdyż my tylko z nią od początku do końca.
Rzeki tej przekroczyć
ani obejść niepodobna.
Wpisana w świadectwo
naszej wspólnoty
tętnica
Nad nią bezczasowa mewa
krzykiem woła pamięć jak błękitny ocean.
_________________________
Ilustracja: Foto autora
Warszawa, 16 listopada 2016
7 lis 2016
Na deszcz
Ściszony listopad
w pachwinę wgłębił ostrze.
Obrócił klucz – tkwi w poprzek.
Nadgarstki zwichnął
dotkliwy promień.
Stóp dotknął pierwszy mróz.
Już na krzyżu skropliła się boleść,
rozlała w ciemnym dole,
falą nadciągnęło przeczucie
od zoranych pól,
wilgoć znad powiek –
w ciele płomień.
_________________________
Ilustracja: Foto autora
Iwy, 7 listopada 2016
w pachwinę wgłębił ostrze.
Obrócił klucz – tkwi w poprzek.
Nadgarstki zwichnął
dotkliwy promień.
Stóp dotknął pierwszy mróz.
Już na krzyżu skropliła się boleść,
rozlała w ciemnym dole,
falą nadciągnęło przeczucie
od zoranych pól,
wilgoć znad powiek –
w ciele płomień.
_________________________
Ilustracja: Foto autora
Iwy, 7 listopada 2016
2 maj 2016
Aż dostrzec dół
Napisany nie z błahego powodu –
z impulsu.
Wygłębia się z przodu,
dokąd już nóg prawie nie wystarcza.
Zapadlisko w pociemniałej prawdzie
czarnymi skrzydłami zasłania
krzemowe ziarna schodów.
A szepty wokół przysypują ścieżki
do wszędy pozostają nietknięte.
Obumiera w kwitnieniu biała pamięć
– obłok co z ust się unosi
i zawisa jak kiść ostatnia.
I patrzycie w sam środek,
bo nie was zaprasza.
Możecie teraz lżejszym krokiem
wyjść poza świadomość
tego skazańca obok.
_____________________________
Ilustracja: Abstract_P_Picasso
Iwy, 1 maja 2016
z impulsu.
Wygłębia się z przodu,
dokąd już nóg prawie nie wystarcza.
Zapadlisko w pociemniałej prawdzie
czarnymi skrzydłami zasłania
krzemowe ziarna schodów.
A szepty wokół przysypują ścieżki
do wszędy pozostają nietknięte.
Obumiera w kwitnieniu biała pamięć
– obłok co z ust się unosi
i zawisa jak kiść ostatnia.
I patrzycie w sam środek,
bo nie was zaprasza.
Możecie teraz lżejszym krokiem
wyjść poza świadomość
tego skazańca obok.
_____________________________
Ilustracja: Abstract_P_Picasso
Iwy, 1 maja 2016
20 mar 2016
Wywyższenie
Na krańcu łąk polny mlecz
podnosi jasną głowę.
W locie godowym mrówka
uskrzydloną królową.
Unaoczniona dusza bieleje
czereśniową gałęzią.
Palcami nie zabija się ciem
opisujących północ.
Nad gniazdo wzbił się orzeł
wstępujący w niebo.
I nic nie znaczy ruch powiek,
że tylko człowiek,
I nic nie znaczy ruch języka,
że mową lepszy.
Jedno istnienie – jedna śmierć
a wszyscy pierwsi.
_____________________________
Ilustracja: Witkacy
Warszawa, 20 marca 2016
podnosi jasną głowę.
W locie godowym mrówka
uskrzydloną królową.
Unaoczniona dusza bieleje
czereśniową gałęzią.
Palcami nie zabija się ciem
opisujących północ.
Nad gniazdo wzbił się orzeł
wstępujący w niebo.
I nic nie znaczy ruch powiek,
że tylko człowiek,
I nic nie znaczy ruch języka,
że mową lepszy.
Jedno istnienie – jedna śmierć
a wszyscy pierwsi.
_____________________________
Ilustracja: Witkacy
Warszawa, 20 marca 2016
19 mar 2016
Odchodzą szybciej
Rozminęli się, ich światy wykluczyły
nieznaczące gesty [dotknięcie i pocałunek pusty]
przemijające chwile [jak zabliźnić śpiew drozda].
Wsłuchuję się, oddaliły się usta, wpatruję –
oddaliły oczy. Szybko wyprowadzają umarłych,
żywi tkwią na rozbiegniętych planetach latami.
I cóż z nimi, czy skóra ich świerzbi
odmiennych tak, że trudno uznać ich za znanych,
tak nieobecnych, jakby zasłużyli się śmierci?
Jesteście moimi zbiegami, jesteście
zaledwie strupem pośród myśli; szukam wina,
żeby je oczyścić, i ognia – żeby je wypalić.
_____________________________
Ilustracja: Caspar David Friedrich
Warszawa, 19 marca 2016
nieznaczące gesty [dotknięcie i pocałunek pusty]
przemijające chwile [jak zabliźnić śpiew drozda].
Wsłuchuję się, oddaliły się usta, wpatruję –
oddaliły oczy. Szybko wyprowadzają umarłych,
żywi tkwią na rozbiegniętych planetach latami.
I cóż z nimi, czy skóra ich świerzbi
odmiennych tak, że trudno uznać ich za znanych,
tak nieobecnych, jakby zasłużyli się śmierci?
Jesteście moimi zbiegami, jesteście
zaledwie strupem pośród myśli; szukam wina,
żeby je oczyścić, i ognia – żeby je wypalić.
_____________________________
Ilustracja: Caspar David Friedrich
Warszawa, 19 marca 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)





