30 sty 2019

Coraz bardziej razem, coraz bardziej osobno

Kiedy nie rozróżniam naszych prawd i kłamstw,
kiedy skóra obleka jedno głupstwo i jedną mądrość,
kiedy nie przystaje obok żaden cień i jest wolność
niezakłóconym snem,

zbieram pierwsze żniwo naszej niedoskonałości
i z plew układam posłanie dla milczącej zgody,
skoro wciąż jesteśmy przestraszeni sobą, skłonni
ramię w ramię odchodzić.

_________________________
Ilustracja: Winslow Homer
Warszawa, 30 stycznia 2019

16 sty 2019

We mgle skryci

Pamięci mordu Pawła Adamowicza
Biały zaprzęg sunie w czarny śnieg.
Czarnym śniegiem spadły w dół gawrony.
A ślad sań otwiera się na wszystkie strony.
I wszystkie strony otwarte są na białe konie.

Kulig brnie w coraz głębszą ciszę.
Cisza jest bielsza od najcichszych serc.
I nie wiem dlaczego staję się deszczem.
Białym deszczem, co spada jak czarny śnieg.

Wciąż oczekiwałem srebrnego księżyca.
Myślałem, że sierp rozetnie płozom czerń.
Znalazłem jedynie jak nóż zimną mgłę.
I łzę, tę niepoetycką, utratę czucia.

_________________________
Ilustracja: Paulina Szufnara-Lebida, Krzyż we mgle
Warszawa, 16 stycznia 2019

12 sty 2019

Uległość

Pada deszcz.

W otwartym oknie
stoję. Moknie moje
niedokończone,
niesprawdzone
ciastko. Wiersz.

Pisałem w chmurze.
W mgle natrafiłem
na zwilgotniałe oczy.
Kto błękit zobaczy?
Kto śmierci uskoczy?

Deszcz znosi mnie.
Zostają tylko strugi
wypłukanej prozy.
Tobie oddaję sen
o wolności. Gniew.

_________________________
Ilustracja: Vincent van Gogh, Pole pszenicy w deszczu, 1889
Warszawa, 12 stycznia 2019

7 sty 2019

Koncert

Zapamiętałem noc bez odpustu,
bez mokrej bandany na czole,
wilgotnego palca na ustach,
kropli snu na powiece.
Lawina symfonii
ulewą krwi rosła.
Rzęsistym deszczem.
Pasła skronie, uszy i dłonie.

Struny konały w areszcie.
Nagie obrazy zwisły bezużytecznie
gdy z fortepianem doznawałem agonii.
W środku krzyczałem: Jeszcze,
nie dość jeszcze.
Pieśni graj
wieszczu nowej harmonii
w panamie w łodzi na błękitnej rzece.

_________________________
Ilustracja: Mgławica "Anioł" Foto: fot. NASA
Warszawa, 30 grudnia 2018 -7 stycznia 2019

29 gru 2018

O wędrowaniu

W ciszy
bez księżyców i słońc
w szarej melancholii ulicy,
nie gaśnie dzień zbliżony do nocy
podobnej do gniazda – stąd
nie wylatuje ptak
jak z dłoni.

Cokolwiek
odciska niezauważalny ślad
jest jak zawsze był ukryty
w oceanie głowy.
Idę. W świt.

Tyle razy okrążyłem ziemię
a więcej razy mózg uzwojony
zgłębiłem
nowy ląd.

Gveleti spadał w obręcz z moich węży,
w szczelinie wyobraźni jątrzył pamięć.
I widzę wszystkie spadające wody,
i słyszę każdy poruszony kamień.
I z posiwiałej tęsknoty
wyrwany śnię
na jawie.

Na ulicy wykroty po nieobecnych.
Majaczą konary oliwnych drzew w oddali.
Obolały zewnętrzne światy
a mój żywi własną krew.

__________________________
Ilustracja: Jerzy Borowiec
Warszawa, 29 grudnia 2018

27 gru 2018

Ślepy instynkt

...świat, śmietnisko instynktownych sił,
które jednak lśni w słońcu
odcieniami jasnego i ciemnego złota.¹

Czyja ręka dotyka cięciwy napiętej?
Kto get on up by lont zająć płomieniem?
Czy Lachesis na grani wciąż podpiera głaz?
I czemu świr z nożem w uliczny tłum wchodzi?

Niebo rozdziera nieuchronny piorun.
Wielu pokochało damasceńską stal.
Siec i ciąć zwykli ludzie i podli i mali.
Poniżej oczu się czai śmiercionośny gaz.

Nierealny świat mój nie obnosi szat.
Ani wiatr nie goni sonetów na Krym.
Otrzepuję z butów syberyjski śnieg.
Nad gruzem przepływam w obłoku do Chin.

Spoglądam na szczyty złote o zachodzie.
Srebrny sierp księżyca nie tnie czarnych wód.
Na jaki most wodzi zaczarowany ogród?
Czy to cud, ów strach na śmietnisku?

__________________________
¹ W Księdze niepokoju Fernando Pessoa, s.115, Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa, 2013

Ilustracja: ZLATKA ANDREEVA - Złamane marzenia
Warszawa, 17-27 grudnia 2018

16 gru 2018

Czytanie z oczu

Cisza grudniowa.
A z ust słowa niedorzeczne – boska zmowa
na ciała siedemdziesięcioletnie.

Pytałaś, czy piszę jeszcze, czy żywa
jest moja wewnętrzna materia.
Dziś właśnie bezużytecznie śnię o pozorach.

Pytałeś, czy trwa tamta łąka beztroska
po której tarzała się młodość w trawie
i rozpalona głowa taplała w chmurze.

Nie mogę was starcy przenicować.
Bezradnie przesuwacie widelcem toast
bez widocznego zdrowia.

Odsłoniliście siwe znaczenia
a namacalna jest tylko czapla,
która sprawdza skrzydła w gnieździe.

W rzędzie naprzeciw siedzicie cisi
gdy dusze w szalonym geście
sprawdzają jak lotne jest powietrze.

Mówię wam, mogę kołować nad paleniskiem
albo z morza wychodzić na przylądek
kolejnej nadziei, gdzie nie byłem przedtem.

__________________________
Ilustracja: Alfred Lenica Kompozycja
Warszawa, 16 grudnia 2018