24 maj 2017

Na rogu Paderewskiego

Po stu latach – kto zliczy,
przerwałem majową podróż
przesiadką na drugim peronie.

Pamiętam maje, rozpoczynał się sezon na lody
w moim miasteczku po niedzielnej mszy
w cukierniach Kowalski-Nowakowski.

Dziś na Paderewskiego rogu
podają tłuste lody Schöllera
z dodatkiem arabskiej gumy.

O głodzie i w chłodzie
na podniebieniu
zawisła pamięć.

Dlaczego obcy powróciwszy z dalekiego kraju
wspomina umarłych cukierników?
Czy bez żalu język odżywi Schöllerem?

Oto liźnięcie na pobrzeżu miasta,
pstryknięcie, co jak wiersz zapada
w poczekalni wieczności.

Tutejszym obczyzna nie wadzi,
korporacje od skraju do skraju
a w sercu zasklepiona zadra.

Nie wyrąbiemy już lodu z Narwi,
spławiła krę i cicha
sama jest pamięcią.

__________________________
Ilustracja: Z archiwum
Nowy Dwór Mazowiecki - Iwy, 22/24 maja 2017

21 maj 2017

Nie starzejecie się, mówię wam

Każdy poranek odkrywa nasze czoła
nowym blaskiem.

Ciało dają znać o sobie,
słyszę narzekanie tkanek zawieszonych na kości,
gdy język wciąż giętki każe wspiąć się myśli
na konar miłorzębu. Stąd widać Boga
w każdym liściu.

On jest skałą a my tańczącym piargiem
na moście w Kaukazie.
On wieczną wodą a my morską falą
pomiędzy brzegami.
On przestworzem a my ptakami
w zasięgu powietrza.
On stały i niezmienny a my
w nieustannej zmienności.

Nie starzejecie się mówię wam,
bo w was kiełkuje człowiek –
może to kwiat wiśni,
może świetlisty puch mlecza
porwany przez wiatr,
a może to sam wiatr.

__________________________
Ilustracja: Van Gogh, Undergrowth With Two Figures
Warszawa, 21 maja 2017

13 maj 2017

Niebieski mężczyzna z modrą kobietą

I po cóż mi serce, którym nie napiszę,
mięsień okryty błękitem,
z niesłyszalnym rytmem
pod dźwiękoszczelną powłoką,
podskórny bulgot krwi i szmer neuronów.

Po cóż mi serce wytrącone muzie.
Na palcach obok przechodziła z wolna,
pomimo mojego wołania.
Posiniałymi palcami
stukałem testament.

Po cóż mi serce -
zostałbym opustoszałym osierdziem,
woreczkiem kilku myśli,
nieskromnych uczynków
zapisanych na najwyższym szczeblu.

Po cóż mi serce pełnokrwistej dzieweczki
którą prząśniczka wyrwała z kądzieli,
czy żebym z zawilcem cicho się weselił
czy szedł w jej dymie
w takt żałobnej pieśni.

Po cóż mi serce z modraszką na szczycie,
jej nie zobaczycie ani mego blasku,
krople czerwone spadają jak życie
gdy z wysokim niebem
stanąłem niebieski.

__________________________
Ilustracja: Blue-Cerulean-Warbler-song-bird-on-canvas-Modern
Iwy, 13 maja 2017

11 maj 2017

Rachunek niepodobieństwa

Dziś jaka-Safona będzie sławiona,
dziś jaki-Wergiliusz ominął Dantego,
zgubił heksametr nie tracąc poezji –
wielki bez safickich strof?

Żaden wiek w mężczyźnie nie zna herosa,
który zamiast kuć i łamać – wiersz pisze,
raczej kobietę boginią ogłosi
za słówko na języku.

Komu przystoi miód pod lipą zbierać,
kto weźmie order i złotą monetę
za Bema pamięci rapsod żałobny
czy to Ojczyzna p r o s i?

Wciąż nie poznałem, jak wieczność przenika
męskość oddaną mocy Euterpe
i kobiecość w objęciach Apollona
gdy bezrozumne trwają.

Gdybym na skale stał wieszcząc – wariactwo,
a pod złamaną gałęzią ledwie łkał
kładąc na powiece liść – szaleństwo – tak
są nieporównywalne.

__________________________
Ilustracja: Wergiliusz i Dante w Piekle. Eugène Delacroix
Iwy, 11 maja 2017

10 maj 2017

Złościć się na wiatr?

Czy warto
trzymać pył w ramionach
kulić z białą kartką wyrywaną z garści?

Trwać tylko
w pozycji embriona
albo okiem celować w środek powietrza?

Złorzeczyć wiatrowi
z próżnej namiętności?

Stój! lepiej nie
zawołać
niż pruć
słowem
bezcielesnym.

Odyseusz zawierzył Eolowi.

Chińczyk dżonką opłynął świat
dookoła.

Montaigne w sztywnej wieży wypatrzył
jak odlatuje dach-ptak
Francuza z Akwitanii.

Las utracił spróchniałe kości,
szumi młodnik.

A mnie unosi każdy haust
nad los
zależny od ulotnego słowa –
Ach.

__________________________
Ilustracja: Ed Stevenhagen - Aeolus
Iwy, 10 maja 2017

9 maj 2017

Powrót do dnia

Skulony z piąstką przy policzku
czuję świt – już obrysował głowę
i grzbiet, i rozkleja powieki dziecku.

Błogostan przywarł do krzyża,
do stóp w ciepłej śmiertelności
– żywemu wilga fiju fiu śpiewa.

Pozwól ptaszyno na otrząśniecie
snu, na przeciągnięcie włókien
pamięcią każdego lata i schyłku.

Otwieram oczy na jasność poranka
i nic poza tobą nie widzę świecie
widny w zasięgu wydoroślałej ręki.

Już nie będę deszczem pod brzozą,
pochyłym piołunem na przydrożu
ja, gość z carte blanche na moment.

__________________________
Ilustracja: Łubin w słońcu. Władysław Podkowiński
Iwy, 9 maja 2017

8 maj 2017

Miejsce podobne do portu

Wiele kół zatoczyłem.

Jako pielgrzym przemierzałem wieczne miasta.
Jak ptak wypatrywałem szczęśliwych wysp
we wszystkich porach roku.
Jak statek pijany
ociekałem snem.

Czasem na drogach widywałem konie
białe dniem czarne nocą fatamorgany.

Był spalony las, który miał odrosnąć
jak utraceni przyjaciele powracają
orient ekspresem do dawnych łask.

Pierzyny pachniały nowiną i z żalem
przepłoszone noce spadały z hukiem
na poplamioną polanę.

Składałem dłonie do modlitwy,
zakreślałem krzyże na piersi ale bóg
wciąż był zamknięty w niedzielnej kaplicy.

Gołębie skrzydłami obmacywały rzeźby,
światło sztyletem odcinało płócienne głowy
w galerii przepłaszało wieki.

Dopiero pod moim drzewem świat przystanął,
jeszcze chyboczą się wasze odległe łodzie

a ja w ogrodzie ważę liść,
ciężki w tym roku od mojej krwi.

Ona wciąż płynie, póki nie zawiną
ostatni żeglarze.

__________________________
Ilustracja: Foto autora
Iwy, 8 maja 2017