5 wrz 2020

Swój

„(…) człowiek jak długo jest, tak długo ma prawo do siebie samego,

do każdego momentu swego życia ‒i to właśnie jest tożsamość.

Kurwa ma prawo do swego dziewictwa.”[1]

 


Nie wyprzeć siebie, gdy w skroń lufą mierzy

alter ego zza węgła ciemni, snu podczerwieni.

W metrze przesiadam do wewnętrznego. Pociąg

do seksu. ‒ Daję słowo! Nie odgryzłem niczego.

 

Inwalidztwo usprawiedliwiam. Dotknięci

oskarżają los za instynkt przetrącony

a hołubią kresy bezbrzeżnej monotonii.

Przemilczają cnotę postradaną bez woli.

 

Ona gardzi banałem wetkniętym za brzeg mankietu

tyle razy, że już nie liczy. Kiedy marzy, nie traci

nic z czystości. Narastające słychać kroki.

Czy jaźń do drzwi podchodzi? Kto tam?

 

________________________

Ilustracja: foto autora

Iwy, 3-5 września 2020

 

 



[1] Roman Bratny, Ciągle wczoraj, w: Opowieści współczesne I, s. 507, Czytelnik, Warszawa 1976

 

31 sie 2020

Próba


„Polak ma prawo raz na sto lat zrobić powstanie,
(…) ale ma też obowiązek żyć pozostałe dziewięćdziesiąt dziewięć…”[1]


Doświadczenie sześćdziesięciotrzydniowej wolności.
Przedziurawione ciała chłopaków na barykadach.
W kanałach daremne żale.
Rozstrzelana i powieszona na Woli Warszawa.

Heroiczny czyn uniósł się pyłem nad gruzami.
Żałobnym dymem zasnuł barkę z Bogiem na Wiśle.
Tym, co zatrzymał czołgi na lewym brzegu.
I wzywał z Londynu ‒ Stańcie do próby!

Naszej Hiroszimy miało nie być na mapie.
Tak postanowił wróg na jawie i który się czaił.
Siedziałem na ławce w parku. Za zieloną ścianą wstało 
[miasto.
Sprawiedliwi najpierw przemilczeli czyn zanim postawili 
[ołtarz.

Żeby zrozumieć, trzeba wstać z ławki w Parku 
[Krasińskich i pójść
ulicą Freta na Starówkę. Spojrzeć na Królewski Zamek.  
[Nowy.
Podążyć wzrokiem za tramwajem na Pragę.
I zrekonstruować miasto – jakim było ‒ w umyśle.

Albo przeżyć siedemdziesiąt pięć lat wciąż zapalając 
[znicze.
To bardzo blisko do wieku, w którym zdobywa się prawo
do snów o potędze. Historii nikt nie rozliczy. Było.
Coraz dalej od Somosierry.

________________________
Ilustracja: Foto autora
Iwy, 29-31 sierpnia 2020


[1] Roman Bratny, Szczęśliwi torturowani, w: Opowieści współczesne !, s. 419, Czytelnik, Warszawa 1976

7 cze 2020

Renowacja umysłu

Dzień szalony z powodu jednej gwiazdy.
Noc szaloną wypełnił jaśmin.
Można kochać. Naturalnie,
w czystej postaci.

Rąbek szaleństwa od Muncha się oddzielił.
Osłabłem jak ciasto, przekładaniec
czerni i bieli.

Zamiast ukazać stronę ciemną i jasną,
wstrząsam masą szarą. Żeby nie zgasła.

Wchodzę pomiędzy dwa ‒ w poranku i zmierzchu.
Z obu zrywam światło i kwiatom kradnę wonie.
Zanim nastąpi koniec ‒ zapłonę.

__________________________
Ilustracja: Edward Munch, Miłośnicy
Iwy, 7 czerwca 2020

30 kwi 2020

Żeby stała się skałą upodobnioną

Wystarczy chwilę przysiąść w jej kamiennym cieniu
wsłuchać szept powietrza między nami,
kilka porostów przenieść z własnego czoła
na wilgotną północ skały ociemniałą.

Oto ona obejmuje własnym majestatem
bliskość ciała i utrwala fanaberie ducha, lecz
źdźbło trawy w rozpęknięciu jej nie zadrży lękliwe,
gotowe siłą promienia dokonać wyłomu.

Możliwe, że kamienia dotknie ból rozpadu,
mimowolny odruch rozsypania w proch.
Jednak pierwej nauczy się gadać, byśmy nieświadomi
mogli odpocząć od gwałtownej ulewy.

__________________________
Ilustracja: Foto autora
Iwy, 27 kwietnia 2020

16 kwi 2020

Wznowienie

Jesienne przeczucie przywiodło mnie ku wiośnie.
Prześwietliłem zakazany ogród.
Otrząsnąłem zbędne koronki pamięci, mech
zeskrobałem z róż, wyrzuciłem podwiązki,
odrąbałem falbany tujom i protezy jałowcom.
Ogród odetchnął i przeszył go promień.
Piła do gałęzi zasłabła od zapachu trocin.
Ramiona odczuwają jeszcze ciężar nożyc.

Z ławki pod czereśnią widzę,
jak próbują się ukryć ciemne sprawki.
Zobaczyłem ciebie – przyczynę słabości.
Będę teraz skradał się ostrożniej.
Wyspowiada mnie przybrzeżna brzoza,
ptak nadleci bez ułomnego skrzydła
z nowiną w dzióbku, że raz jeszcze
poczęła się ojczyzna.

__________________________
Ilustracja: Informacja na ilustracji
Warszawa, 16 kwietnia 2020

13 kwi 2020

Z ukosa

Moja izolacja nie odbiera
apetytu na wino – niewinność
nie ma białej historii, ubrana
w karmazynowy płaszcz
zaprasza.

Psom lepiej w ogrodzie
ludnym, węszą lubieżność
rozwieszoną w oknach, pachną
występki do kąsania
zabronione.

Tam i z powrotem wędruję
z jedną myślą – rozrasta się
podobna do starego jesionu,
który blisko obok marszczy
moje czoło.

Z tej strony śpi tęsknota,
z tamtej na wąskim łóżku leży
porzucona pościel, białe bzy
sprzymierzone z ryzykiem
zakwitną.

__________________________
Ilustracja: Ryzyko potknięć, obraz Małgorzaty Kalińskiej (użyłem do ilustracji, liczę na aprobatę Autorki)
Warszawa, 13 kwietnia 2020