22 wrz 2017

Deszcz w wąwozie Bordżomi

Jedną kroplę rozpoznaje język,
słodsza niż woda w strumieniu.
Szumi woda płynąca, krople
od niechcenia dotykają ziemi.

Raz i dwa – liczą siwe włosy,
krok przyśpiesza mimo woli,
żeby tylko nie doniosły niebu,
że człowiek o błękit nie pros.

Pod brzozę, pod świerk schowa
dawno zasuszone wspomnienie.
A po co, skoro w kraju leje
i pamięć zawilgła marnieje.

Tę gruzińską groźbę chmur
obejdę jak ów ptak co śpiewa
na tej samej gałęzi z kroplą,
która już moim jest wzruszeniem

__________________________
Bordżomi, 22 września 2017

16 wrz 2017

Początek

Spadnę z nieba wprost,
żeby zobaczy całość
od Kaukazu do Kaukazu.

Nie strzelę zza Kazbeku,
nie utknę i nie zasypię
Darialskiego wąwozu.

Chcę ręką na kamieniu
poczuć tchnienie wieku
i źródło łez w winnicy.

Bo i ja rozpoznaję oczy,
głębię i zapaść i nagłą
eksplozję szaleństwa.

Po stepie irbis mknie, i
zakochany a nieznany
Mesch z Rustawi.

Co najpierw zrobię?
Ujrzę i pozdrowię
słońce słońc albo topolę.

____________________________
Ilustracja: ushguli-obraz-fridona-nizharadze
Iwy, 16 września 2017

12 wrz 2017

Jesienne istnienie

Mój dom pachnie chlebem, bimbrem, grzybami
i ciałem a duch bezwonny nuci
scherzo trzeszczących schodów aż do ogrodu
i na brzeg chopinowskiej melancholii
w rybi plusk i kaczy śmiech.

Eh życie, nic nas nie goni, żeby przerwać ten raj.
Dach z deszczem w powódź gra
spraw niezałatwionych, one tam wysoko
odlatują wraz z żurawiami do Portugalii,
gdzie to jest? zobaczymy.

Krótkie są nasze odloty, jak każdy maj,
lecz jesień ma postać dojrzałą,
wyrósł chleb a wódką rozgrzany duch
ma posmak smorodinówki, wokół las trwa
i my jak rzeka do syta trwamy tego dnia.

__________________________
Ilustracja: Foto autora
Iwy, 12 września 2017Jesienne istnienie

3 wrz 2017

Po kąpieli

Córce
Ociekałaś włosy nachylona nad jeziorem.
Odsłaniało tylko skrawek nieba poza tobą.
Każda kropla z rozmysłem stawała się gwiazdą.
Iskrzyły twoje wypatrujące oczy.

Jakże, myślałem, stoisz w tym skłonie?
Zwrócona tam, gdzie nie trzeba się zwracać.
W głąb dotrze każdy zwał kory i sękate drewno.
I ten ulotny najpiękniejszy obłok.

Nie spoglądam w wodę a widzę twój obraz.
Nieumalowany różem lecz jak róża świeży.
Z mojego zapamiętania wyrośnie sitowie.
I w tej ramie pozostaną zatopione brzegi.

__________________________
Ilustracja: Max Wislicenus, Nad wodą
Iwy, 3 września 2017

1 wrz 2017

jeszcze kurz wojny niosę na ramionach

nie mogę zetrzeć
żadnej nazwy ciężarnej od zabitych
w głowie tkwią żądła
wylęgłe z nienawiści

Guadalcanal z przepaścią zachłannej dżungli

Monte Casino z deszczem krwi

dwa w sierpniu rozdarte brzegi warszawskiej Wisły

miliony mundurów rozrzuconych na stepach
w poprzek ludzkiej zdolności pojmowania

indochińskie grzęzawiska i płaczące kobiety
na zbrukanej słomie

poległe wieże
w pępku Zachodu

a przecież nikt jeszcze do mnie nie mierzył
nie kazał zdzierać skóry z rąk
nie biegłem na wprost dział pancernych
zamarł krzyk gwałtownej śmierci

kule nadal odmierzają życia
oddzielają od nas
bez rozgłosu
dlatego opadający kurz
wciąż pachnie klęską i ma ciężar
rzeczywisty

________________________
Ilustracja: P.Picasso
Iwy, 21 września 2011

11 sie 2017

Miniatury z Dębem

Szumna historia
Nieopodal Jagiełło śpi
Piast jak dąb wieczny

Liście-liście pył
Odchodzą i przychodzą
Dąb Piast na straży

Zielone niebo
Przęsło na konarach
Dąb nie-skała

Dębie z Miszewa!
Nadzieja i wiara trwa
Korono króla!

Dotknięcie kory
W głębi zaklęty oręż
Odżegnanie burz

Rozciągłość życia
Co wiosna młodnieje dąb
Stary człowiek tuż

Jeszcze raz spojrzeć
Zapamiętać siłę pnia
Zasadzić żołądź

__________________________
Ilustracja: Foto autora
Iwy, 11 sierpnia 2017

8 sie 2017

Romantycznie

„Widzę, oni nie widzą!”
Adam Mickiewicz, Romantyczność

Tylu was z mazowieckiego pola
wyrywa kamienie.
Tylu was potyka się o lemiesz
zasadzony w głowie.
A ilu z perzu układa bukiety
zerojedynkowe.
W nawach pochyla kręgosłup
dla bolesnej męki.

Tylu jeszcze z rzek równinnych
filtruje wodę.
Zagarnia resztki sosnowego lasu
na pożytek miast.
Obraża się na złośliwość świata
w klatkach na asfalcie.
Praktycznością przybija ręce
do kostek Rubika.

A kogo świerszcze potrącają
letnimi scherzami.
Sok renklody miód kładzie
na płochliwe serce.
Kto zwariowany zrywa uprzęże
z sokolego gniazda.
I z kim Afrodyta marzyć będzie
na samotnym rejsie.

Teraz jasno widzę jak należy
przeskoczyć prostotę.
Z Żelazowej Woli i Opinogóry
powymiatać kurz.
Będą swobodniej oddychać
wśród tandety mole.
A kometa na nowo rozbłyśnie
na progu wszechświata.

_____________________________
Ilustracja: Jan Stanisławski
Iwy, 8 sierpnia 2017