25 lip 2017

Lek na głowę

Między blisko a daleko –
nie w złotym środku
powój usycha w próżni.

Ćma smaży się w ogniu,
palec odpada na lodowcu –
pośrodku woda nie gasi i nie odtaje.

Oddałem swój spokój
zanadto nadstawiając gardła
poznanym z gilotyną w oku.

Straciłem tożsamość, w oddali
nie widziałem żadnej obrączki
poza światłem Mlecznej Drogi.

Karleją szuflady – akt urodzenia,
dojrzałości, ślubu, zgody, i co jeszcze?
Akt zgonu nie wydany od ręki?

Ja, który wychodziłem do was
całkiem nagi, jakby mi rozum odjęło,
odzyskałem niewinność – po przejściu.

Szkocka zbawia frustratów, nie klną –
błogosławią smak i wrzosy Kaledonii
i ja zbawiony przez Janusa w bramie.

__________________________
Ilustracja: Janus
Iwy, 25 lipca 2017

21 lip 2017

Pośród obcych

Poczuć się sobą
w uwypuklonej tkance i w każdym wgłębieniu,

zintegrowaną istotą,
po utracie zęba i zatraceniu sumienia,

nie należącą do ulicy
z potokiem ciał, zapachem piżmu i Diorem,

w zetlałej od słońca koszuli
uwodzić siebie z nadnaturalnie doszytym sercem,

być jednym i tym samym
nie zdoła nikt potwierdzić, skoro czytał Prousta,

odjął rękę kobiety od ust
i doświadczył Hansa Castorpa w śnieżnej zamieci,

całą epokę czytać siebie,
na kładce zawieszonej nad tygrysami,

i podczas egzekucji myśli
na stadionie wypełnionym cielesnością w maskach,

aby niczym wilk przyczajony
wyć w księżycową noc do granic świadomości.

__________________________
Ilustracja: wojciech-weiss-melancholik
Iwy, 21 lipca 2017

19 lip 2017

Ten wieczór należy do mnie

Rozpadliśmy się – szczątki
niewidoczne. Ty pogrążona
w cieniu wielkiego miasta –
zatopiony w mroku jesionu
Bóg gra z gwiazdą w kości
– ślepiec maca środek brodu
zachodzącego słońca, czerń
stała się przepaską łuny a ja
czekam na powiew w głowie.

Zagryziona warga nie boli,
w boku tkwi żerdź leszczyny
lecz nie wypływa nic – ślad
ukrywa pociemniałe myśli –
nie dotykają się języki, woń
odrealnia petunie i rezedy –
wkrótce umilkną te rapsodie
dobre na zaręczyny i zgon,
czy uszczęśliwi samotność?

Ten wieczór wielki jak dom,
przez który skrada się kot.

__________________________
Ilustracja: waterloo_bridge_by_monet
Iwy, 19 lipca 2017

17 lip 2017

Na początku było Słowo

In principio erat verbum: Logos
Dawar – Elohim Bóg –

O, gdybym mógł
wyjść z ograniczeń alfabetu.

Siedemdziesiąt już wyrosło lasów,
zmielono siedemdziesiąt plonów,
lecz nie mogę wykrzesać litery
jakbym na początku był.

A przecież przygasało światło
gdzieś między A i Z.
Widziałem wyciekającą duszę
za elizejskimi wzgórzami.

Nie chcę ślęczeć nad odmianą
wyrosłą z walki o własne –
gdy jedni podążają w dal
a drudzy stopy wyrywają z Istnienia.

__________________________
Ilustracja: Cosmopolis
Iwy, 17 lipca 2017

16 lip 2017

Skok przez pierścień Nibelunga

Film znowu odtwarza w moich oczach fikcję,
jakikolwiek film z kreacją postaci.
Tylko żywi przepływają Ren,
płodzą złote dzieci,
klęczą na Père-Lachaise lub zwyczajnie zmarli.

Mój czas rzeczywisty pozostaje niepokonany,
przetacza się po skórze, łamie kości,
zapowiada zmierzch bogów
gdy na jałowym biegu
światu będzie się zdawało, ze jeszcze się kręci.

To nieludzkie dokarmiać się pozorami życia,
bo refleksy rzeki są światłem
bez widocznego źródła.
Za to pieśń we mgle
dotyka wprost serca i wiem, że czuwa Walkiria.

__________________________
Ilustracja: Edward Robert Hughes, Czuwanie Walkirii
Iwy, 16 lipca 2017

10 lip 2017

Jest taki dom-nieśmiertelnik w Warszawie

Przy Krakowskim
o północy skrzypią schody,
wchodzą i wschodzą
umarli poeci.

Tacy piękni, tacy młodzi!

Wyszeptują wiersze,
stąd bliżej do nieba.
Pokutują w słowach
i rodzą poemat.

Mową nieskończoną!


W oknach świec zasłona
skrywa noc liryczną
Baśki, Krzyśka i Zbyszka
Janusza, a nawet i Ryśka.

Z Hybryd i z okopów!


Terminatorom Boga
wódka zda się na nic
w domu z mocą ducha,
z poezją bez granic.

Metafory im plączą języki!


A pod Świętą Anną
umiera z tęsknoty
serce czarnej madonny
i dziewczyny złotej.

Do tych w jasnym brzasku!


__________________________
Ilustracja: Foto Monika Trochimczuk
Iwy, 8-10 lipca 2017

4 lip 2017

W realu

Poeta mieszka w zrujnowanym domu
Mówią wieki
Wiatr mu ceruje skarpety
Na pokarm wybiera liście
Sypia w oknie weneckim
na wzór protoplasty

Poeta wyciąga rękę z kapeluszem
Pielgrzymi sen
Mokre są jego pieśni
od pieszczot niewieścich
Podniosłe od ostrej wódki
wędrują z Aojdą

Poeta nie dziwi się opadłym głowom
Oszklone oczy
Kto potrzebuje wierszy?
Kto wodzi za kondorem?
Nim osiągnie Aconcagua
zaludnia półpiętra

Poeta naciska cięciwę aby przeskoczyć
Oddalony cel
Ogłuszona ryba milczy
jak zmilkła dzwonnica
z wyrwanym sercem
Poeta i jego dal

__________________________
Ilustracja: S. I. Witkiewicz, Portret Kasprowicza
Fot. Marek Podmokły, Agencja Gazeta
Warszawa, 4 lipca 2017