19 kwi 2018

góry oceany i planet obszary

osobliwa podróż prowadzi przez skupienie
twoich tkanek – n a j d a l s z a choć tuż
w zasięgu ręki - objawia niemoc biologii
na przejście w zastrzeżone

gdym mógł widzieć twoimi oczami szczuć
los i rozumem ogarnąć to samo
tak samo byłoby - czy nie
skoro masz miejsce na odrębnej ścieżce

pragnąłem rozciągnąć życie od Stegien
do Patagonii – taki chwyt wewnętrzny
napełniam balon chciejstwem i jestem
faraonem w drodze przez Egipt

przeobrażenie w zaczarowaną żabę
mogłoby wybałuszyć moje oczy w lampiony
zdziwienia położone na liściu grążela
z odbiciem okrągłym jak nocny Jowisz

to całkiem możliwe – nawet na łące
z pospolitym kwitnieniem – wielkość
pragnienia za innym w formie czasowej
chmury zasłaniają mój wstyd nie chęć

_________________________
Ilustracja: żaba-na-liściu_ Internet
Warszawa, 19-21 marca 2013

12 kwi 2018

Kwietniowy rapsod

Podziel się ciałem! – Usłysz
szybę wibrującą w piątej sali.
Chlupoce płuco. Koc obciążają
kłody nóg.

Widzisz tę noc? Gwiazda się spala.
Byle nie w proch. Podziel się duchu
ciałem. Nie oderwę ci rąk ni nóg –
chcę serca kęs.

Widzę mój świt. Za nim stanąłeś
w wahaniu niepojętym. Słońce
z zachodu wytoczy krew. Bierz
z moich słów.

Nie żałuj skurczów tobie zbędnych
Twój żagiel teraz w ciszy mknie.
Widzę w mym oknie ogień dany
pod ciało twe.

Wysyłam wiatr, niech zgasi płomień.
Rozporządź ciałem, jak chlebem dziel,
Największy ten jest, co oddał się cały.
I ty wielki bądź.

Twój rapsod będzie nieżałobny.
Gałąź mirtowa zapuka w szybę.
Przejdę przez ciebie suchą stopą
na pewny ląd.

__________________________
Ilustracja: foto autora
Anin, 11 kwietnia 2017

4 kwi 2018

Oddala

Siła niemożliwa do zatrzymania.
Niezależna.
Cicha.

Ukryta za źródłem światła.
Drzewo stoi na miejscu natrafionym.
Miejsce zapomina miejsca.

Upływ rozcieńcza krew przodków.
Od ciebie się oddalam
od początku czasu.

A ręce
mogłyby sprostać.
Jak objąć balon uciekający w niebo?

__________________________
Ilustracja: joan-miro-bailarina
Warszawa, 4 kwietnia 2018

2 kwi 2018

Ostatnia twarz Molocha

W milionach i kwadrylionach
obrazów. Żadnemu oku nie żałuje
siebie. Żadne ucho nie jest wolne
od głosu. Wyje w miliardach reklam

i zabiera człowieka.
I śpiew ptaków.
I szemranie rzeki.
A najbardziej zagłusza drugiego.

Zastępuje drogę mądremu
nawet na skale. Odbiera mowę
giętkiemu językowi. Odgryza palce
pisarzowi. Jest na pokaz i na widelcu,

który wkłada własny pokarm. Ma smak
podobny do przeestetyzowanego tortu.
Biust przypomina o penisie. Dyszy,
zanim w nas wybuchnie. Amen.

__________________________
Ilustracja: Joan Miró
Warszawa, 2 kwietnia 2018

24 mar 2018

Dwie siostry

Są dziewczyny jak motyle.
Umierają piękne.
W locie.

W rozkwicie.
Jak róże.
Och.

Teraz wiem skąd tyle serca.
Każda oddzieliła swój pąk.
Na krawacie dwa pocałunki.

__________________________
Ilustracja: Théodore Chassériau, Dwie siostry
Warszawa, 24 marca 2018

16 mar 2018

Dlaczego idzie pochylony

Przeszedł Bałkany.
Przeszedł Irak Afganistan.
Przechodzi Syrię.

Krzywda ma ciężar.
Nieprzezwyciężony.

Niesie karabiny.
Niewystrzelone.

Stał się ciężarny,
ale nie urodzi. Będzie martwiał
bez płaczu, usychał w powodzi.

Pod ciężarem ziemia
bliższa jest niż niebo.

__________________________
Ilustracja: Kazimierz Sichulski, Obrona Lwowa, 1928
Warszawa, 16 marca 2018

3 mar 2018

Cień na wymiarze ss – sprawiedliwości sprawczej

majce, albo – jak kto woli – m ż-l
autorce w cieniu afery, dzienniki więzienne, 2017, polecam

Była zima:
baby, dziewczyny, kobity.
Upchane w ościeżnicy celi AŚ
w celu… a może bez.

Zobaczyłem dzisiaj śnieg
płatki spadały z wolna
i wznosiły znów
w niezdecydowane niebo.

Co trwa, po zakończeniu
dalej trwać będzie
w cieniu, kurwa na szczęście, po wtóre
nikt nie wyjdzie znów na spacerniak.

Z zimnego śniegu
do łaźni, gorąca woda na smród
wybiela aż do soboty i niedzieli
mdłych niemal szpitalnych.

Notatki na sen uwalniają z depresji,
tabletki w dzień za dniem.
Słowa nawlekają pościel na głowę
aż do widzenia.

Odmienność persona non grata,
ustrojona na wariatkę w kryzie.
Gilotyna, golgota i gawiedź
te same. Pukają, już nie otwieraj.

__________________________
Ilustracja: Jacek Malczewski, Melancholia, 1890-94, Muzeum-Pałac w Rogalinie, fragment
Warszawa, 3 marca 2018