26 lut 2017

Karnawał epikurejczyków

Wenecja się bawi na jawie
gdy oni pod maskami żyją w ukryciu,
żeby im ciężkiego ciosu nie zadała sława.

Zabawa jest lepsza bez wysiłku,
bez oddawania honorów znanym damom
i czcigodnym chamom.

Wokół dostojne wachlarze
i pióropusze, powłóczyste suknie,
spodnie o podwyższonym stanie, popiół.

Dużo popiołu na dnie
po wypitym winie i po grze
w chłopców i panienki.

Szparki masek wypełnione światłem
wypala się tam winorośl i chmiel,
jarzy podskórny węgiel.

Aż nadejdzie pijana noc
z podzwonnym snem,
że był karnawał.

__________________________
Ilustracja: Walter Heimig, Zajmująca opowieść
Warszawa, 26 lutego 2017

23 lut 2017

Śmierć pączka

Gdyby miał niepozorną postać
cały objęty ustami natychmiast
zniknąłby w otchłani.

Ale napuszony i wyrośnięty,
lukrem palce klei i nadzieniem
ukrytym mami.

Jego obecność-owalność bliska
i pobudzająca język miękkość
ma byt krótkotrwały.

Rozkosz podniebieniu zapewnia
odgryzanie kęsów zębami i ból
słodkich płatków róż.

Umieranie pączka dla rozkoszy
nie ma w sobie nic z tragedii,
jak unicestwianie żądzy.

__________________________
Ilustracja: Pablo Picasso, Sen
Warszawa, 23 lutego 2017

20 lut 2017

Przeistoczenie

Niemowlę miękko przylegało do dłoni,
żywe i ciepłe z zapachem początku,
nieświadome jakichkolwiek klęsk

nieświadome miłości,
można było zmieścić
całe w jednym sercu jak w jednej kieszeni.

Kruche i zależne
wyssało dla siebie odrębność
oto to ten, oto to ta – istota patrzy na ciebie.

Kto na podbródku rozpozna meszek snu,
kto dopatrzy się mlecznej drogi
w obcym, który stanął obok.

Nie jest już tamtym,
pamięć zawsze roi w teraźniejszości
i przymierza wielkie do małego, śni

o przeistoczeniu
strumienia w ocean,
z piąstką pozostawioną na odległym brzegu.

__________________________
Ilustracja: Jean Francois Millet, Anioł Pański, 1857-1859
Warszawa, 20 lutego 2017

13 lut 2017

Nowe pociągi i reklamy

Długodystansowe międzykontynentalne
samoloty odbierają drżenie przed nieznanym.
Tłum ludzi niepoznanych, jedynie ocieramy
swoje przelotne widoki i znikamy, znikamy
pogrążeni w sieci bezosobowych związków,
nicki, twarze w sepii, cycki, niechciane pieski.

Jednak jajecznica ze szczypiorkiem ma sens
niespożyty w ciągu wieków, i wino z Gruzji
i chleb z własnego wypieku, codzienny smak
zakwasu nastawionego w wiecznej kuchni
Dzielę z tobą zwykły dzień na poboczu
i w środku tej historii mam ochotę na seks.

Ja przez nieuwagę bardziej współczesny,
mimo niezerwanych związków z Proustem,
Mannem czy Szulcem, jakimś prorokiem
minionego wieku i osłem na jakieś salami,
wiem to – coraz więcej rodzi się poetów,
nawet gdy nie są głodni pożerają błahostki.

__________________________
Ilustracja: Jean-Antoine Watteau Pierrot, 1719
Warszawa, 13 lutego 2017

10 lut 2017

I my jesteśmy historią

Opowiadana dziś z wyłączeniem luk
w pamięci i dni świadomie zatartych.
Skrywana w sercu jak uważają poeci
a jednak zazwyczaj strzeże jej mózg.

I przepowiednie, głównie w zabawie
są światłem oddanym do żonglowania.
Jak przyszłość bez uchwytnego ciała
w chwili tej przestaje być niespełniona.

Więc cóż, nie warto po prostu konać,
gdy nie mają sensu wymyślone troski.
Bądźmy bardziej radośni i pijąc wino
wspominajmy, że było, a winnice są.

__________________________
Ilustracja: Max Barascudts - Na zdrowie
Warszawa, 10 lutego 2017

Jeszcze w ataraksji niepogrążony

Moja muza ma postać wątroby,
niespokojne wnętrze
staje się językiem węża, którym dosięgam
swojej drugiej strony.

Pouczyli mędrcy, że lepiej w niewiedzy
mościć własne sprawy,
wrogowie zdają się być wtedy nieobecni
a kosmiczny dysk bytu nie rwie.

Choćby byli namacalni
nie cierpiałbym z zamkniętymi oczami,
lecz jak wówczas być wędrowcem
w poszukiwaniu niedzieli.

Moja praca trwa mimo amnestii
jaką obdarzył mnie wiek,
bo powołania nie mogę oddzielić
od umysłu i ręki, jak pulsu.

__________________________
Ilustracja: Young Routy: Henri de Toulouse-Lautrec
Warszawa, 10 lutego 2017

9 lut 2017

Dora Maar niezastąpiona

Dedykuję Elżbiecie Musiał,
autorce poematu To jedno


Rękawiczki w czerwone róże
i krwawą
kroplę zauważyłaś, bo on zauważył
pierwszy podniósł do oczu.

Teraz jest znacznie łatwiej cierpieć
za sztukę w ciele kobiety
niż mógłby ujawnić to samiec.

Jak to jest pokroić czyjeś życie,
odseparować nieobecne jądro i wyłożyć
na pierwszym planie? Czy warto

obnażać nieskromne
spomiędzy ud wyjmować pędzel,
żeby do ust włożyć słowo.

Zauważ, krwią nie namalujesz róż,
jedynie jesień zwiędłą
na brąz. Gaśnie kolor

zabrany nieobecnym istotom
świat jest zużyty
i kto na obrazie poczuje woń.

Bez zapachu nie ma kobiety
ani mężczyzny, choćby codziennie zabijał ją
i unieśmiertelniał.

Zadurzona w Dorze pisarka
przestaje być tajemnicą, wiemy o tym pospołu
ty współczesna i ja współczesny.

__________________________
Ilustracja: Picasso – Dora Maar z kotem i Dora Maar
Warszawa, 9 lutego 2017

7 lut 2017

Sielanka

Jeszcze zamyślam się nad Czerniakowską,
żeby tak, żeby tak
była zabawa zamienić w jest.

Dawni poeci ulic i czarnej miłości
odeszli precz, może przez jakąś bramę,
lukę w mieście, umilkł skecz.

A ja wciąż pięćdziesiątkę podnoszę,
bez zakąski, bo tatara i śledzia
podano wcześniej.

Nie do podrobienia jest smak
wódki na stojąco przy kontuarze,
nie do powtórzenia tamte zapite gęby.

Dusza mojego miasta umiera
bez zimnych nóżek i bez was panowie,
wyrzuconych na bruk z półpełną butelką

__________________________
Ilustracja: http://fotopolska.eu/217521,foto.html Lata 1962-1976
Warszawa, 7 lutego 2017